2012
2011
2010
2009
grudzieńlistopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
2007
Informatycy
20.07.2009Z racji wykonywanej profesji miewam (częściej niż bym chciał) kontakt z informatykami różnych firm.
Już się nauczyłem, że szef działu odpowiedzialny za wizerunek firmy w sieci, a więc (często tylko) za stronę WWW nie musi mieć bladego pojęcia o Internecie, ale w naiwności swojej sądziłem, że na stanowisku "informatyk" zatrudniona będzie osoba, dla której pojęcia "URL", "SQL", "host", "serwer" będą oczywiste.
Myliłem się.
I rzecz nie dotyczy, jak by się mogło zdawać, budżetówki. Dotyczy firm prywatnych.
Mój kolega kiedyś powiedział "zwolniłem dziś informatyka w firmie X". Ale jak to możliwe - dopytywaliśmy, przecież nie pracujesz w firmie X. Otóż odbyło się spotkanie po wdrożeniu dużego systemu informatycznego w firmie, w spotkaniu uczestniczył prezes i rzeczony informatyk, w trakcie rozmowy wyszły na to, że prezes więcej kuma technobełkotu niż informatyk, nie miał pojęcia o NICZYM.
Linux - drugie podejście
05.07.2009Wiadomo, windows zły jest bo dziurawy i monopolistyczny. No i nie jest kuuul. Linux dobry jest bo bezpłatny, społecznościowy, web 2.0, web 3.0 i tak dalej. Kiedy linux (unix) powstawał nikomu się nie śniło o web cokolwiek.0, ale co tam.
Zwolennicy okienek mówią, że na linucha programów nie ma, że nie ma zgodności z niczym, że nie wiadomo w ogóle co to i kogo ewentualnie w mordę lać jakby co.
Zwolennicy linuxa mówią, że programów jest masa, że bezpłatne, że wirusów nie ma, że bezpieczniej, a jakby co to z windowsem wiadomo kogo lać, ale i tak nie ma jak.
No i wszyscy mają rację, ale nie do końca...
Dawno temu postanowiłem naprzód iść w tej, no, w awangardzie, przestać płacić za OES i starłem się z Red Hatem. Poległem sromotnie. Działać działał, ale pracować się na tym nie dało. A alternatywy wówczas nie było, no chyba, że ktoś wychowany na DOSIe zwykł był rozmawiać z komputerem z poziomu linii poleceń.
Minęło kilka lat i teraz oto znów postanowiłem nowocześnie, na linuxie. Za radą znajomego co się zna wybrałem ubuntu. No ładne cacko, skok cywilizacyjny. Kilka niezłych rozwiązań, komfort obsługi technicznej i wygoda. No i kuuul. Ale ... pracować się na tym nie da.
Rzecz dla pasjonatów, albo dla tych, którzy traktują komputer jako maszynę do pisania. Albo dla tych co nie mają wyboru.
Wybór programów jest mocno ograniczony (chciałem napisać żaden...).
A jeśli ktoś twierdzi, że gimp to taki photoshop na linuxa to tak jakby twierdził, że trabant to taki tańszy mercedes - i to i to niemiecki samochód...
No i linux narzuca dramatycznie inne podejście do metodologii pracy na komputerze. No i trzeba przy nim myśleć i uczyć się - i to chyba jest i będzie największa bariera w rozprzestrzenianie się linuxa.
Wróciłem do XP.


