2010
2009
grudzieńlistopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
2007
No i po wakacjach
30.06.2009Wróciłem. A pojechałem bez komputera, mimo, że już był naszykowany. Nawet telefonu nie wziąłem, kompletny odwyk. Gdzieś tak w okolicach środy poczułem silnie efekt "odstawienia" :o) ale w czwartek mi przeszło.
Szczęśliwie w hotelu był kanał "Polonia" i seriale sprzed dwudziestu kilku lat dotrzymywały mi towarzystwa ...
W przyszłym roku też gdzieś pojadę!
Wakacje!
14.06.2009Wybieram się na wakacje!
Po raz pierwszy od (hmmmm....) ilu lat? Wielu wybieram się na wakacje. Prawdziwe, bez komputera i codziennego ślęczenia nad tym czy owym. Zostaje dyżurny administrator, a ja nawet nie biorę telefonu!
Trochę się tego obawiam, ale co tam, wypoczywamy :o)
Będę robił nic, przez tydzień, oszaleję! :o)
Klient - idiota
06.06.2009Częściej chyba zdarza mi się być klientem, czyli być po drugiej stronie niż "w pracy". I oczywiście jak każdy mam przeróżne doświadczenia i obserwacje.
Najbardziej zdumiewa mnie obrażanie się na klienta. Miewam klientów ... by tak rzec - uciążliwych. Miałem też takich, których nie chciałem więcej obsługiwać, mało, ale byli. Bo albo nie uznawali za stosowne płacić faktur, albo kupowali jakąś usługę i żądali konsekwentnie także wielu innych.
Jednak każdy klient to faktura.
Kiedy bywam klientem to może bardziej niż osoby, które na co dzień nie świadczą żadnych usług, zwracam uwagę na różne kwestie. No i (mea culpa) nie zawsze trzymam gębę na kłódkę. Ale nawet kiedy nie mam racji, albo zachowuję się zwyczajnie głupio, czy nie mam pojęcia o usłudze/towarze, który mnie interesuje - to jestem klientem. Mam prawo być idiotą. To moje święte prawo.
No nie mogę zrozumieć dlaczego niektóre - z wydawałoby się poważnych firm - osoby nie potrafią zrozumieć, że z mojego rachunku mają pensję. Czy wydaję wiele tysięcy na samochód czy złoty coś na bułkę (bo urzędnik, który ma pensję z moich podatków to odrębna galaktyka).
Mam prawo być idiotą. I mam prawo cieszyć się z tego mojego prawa.
Zdarza się też, że wiem więcej na jakiś temat od sprzedawcy, albo (o zgrozo) od wykładowcy, któremu zapłaciłem, żeby mnie nauczył czegoś. Ale to już inna opowieść.
Jak wyczytałem kiedyś w pewnym fajnym (wówczas) magazynie - o tempora, o mores, czyli o bejbe...
No szewc bez butów chodzi
04.06.2009Zbieram się od jakiegoś czasu żeby zrobić nową stronę ... własną. Stara jest już stara, poza tym wiele się pozmieniało i zwyczajnie potrzebuję nowej strony. No i chciałbym mieć nową stronę.
Ale zupełnie nie mam do tego głowy, ani czasu przede wszystkim. Tyle ciekawych rzeczy mam do zrobienia! Mniej ciekawych też sporo, no ale żyć trzeba...
Mam nadzieję, że z okazji zbliżających się wakacji znajdę chwilkę. Choć na razie się nie zanosi.


